Całkiem Inny Tydzień

Czym różni się Wielki Tydzień od pozostałych? Czy można go przeżyć „inaczej”?

Zewsząd atakują mnie dobre rady traktujące o tym, jak najlepiej przeżyć Wielki Tydzień. Wyciszenie, skupienie, umartwianie, zadumanie, nieustanne przypominanie sobie  o tym, jaka jestem zła i grzeszna to najczęściej padające propozycje. Ale jak ja tu na siłę się umartwiać, kiedy dająca o sobie znać coraz częściej wiosna zachęca do cieszenia się każdą chwilą. Z wyciszeniem się też może być problem szczególnie, kiedy moja córeczka od rana nieustannie śpiewa, tańczy i żyje bardzo intensywnie. Skupić się? Zatrzymać na chwilę refleksji? A pranie kto nastawi? Obiad trzeba szybko przygotować i jednocześnie puzzle ułożyć, nie wspominając o przygotowaniach do Świąt i dokumentach do przejrzenia.

Gdzie szukać ciszy i jak sprawić, żeby ten Wielki Tydzień był Inny i na czym polegać ma jego„inność”? Przecież wszystko zdaje się wyglądać tak samo. Wstałam jak zwykle – za wcześnie, dużo za wcześnie. Przygotowałam śniadanie, w biegu, już lekko spóźniona pojechałam do pracy i cały dzień bez większych zmian – ktoś się zdenerwował, bo korki, ktoś się wzruszył. Świat żyje swoim naturalnym rytmem. Ktoś dowiedział się, że jest chory, a ktoś inny właśnie zaręczył się i zaczął snuć plany związane ze ślubem. A przecież tuż obok Jezus wchodzi w ostatnią fazę dramatu. Zaczyna się i wszyscy gdzieś podświadomie to czujemy. Można tak normalnie pracować, wiedząc, że za chwilę wypełni się Ofiara?

Co zrobić, żeby dobrze przeżyć ten czas, nie stracić go na przedświątecznej krzątaninie i codziennym zabieganiu?

Być

Po prostu. Tak być z Jezusem i dać mu swój czas, jak się daje samotnej babci, której dawno już nikt nie odwiedzał, koledze, którego właśnie rzuciła „miłość życia”, czy przyjaciółce, która potrzebuje pogadać. Tylko być. Nie moralizować, nie udzielać dobrych rad, nie rzucać górnolotnych haseł o wyciszaniu i skupieniu. Spróbuję być i przejść znaną na pamięć drogę krzyżową razem z Nim i nie uciec z powodu zniechęcenia. Przecież najbardziej liczą się proste gesty.

Myśleć

Chcę myśleć o Nim, o tym, co czuł, czy się bał, jak się modlił. Patrzeć i szukać tego, czego mogę się od Niego nauczyć w przeżywaniu cierpienia. Chcę myśleć o Nim podczas tych wszystkich prozaicznych czynności, których czasami mam serdecznie dość – gotowania, sprzątania, zajmowania się innymi. Chcę go zaprosić do codzienności. Wypełnić Nim swoje życie.

Kochać

W Wielkim Tygodniu skupię się na tym, żeby zacząć wreszcie kochać bardziej – siebie, rodzinę, przyjaciół i koniecznie tych, z którymi nie zawsze mi po drodze. Miłować tak jak Maria z Betanii – nieracjonalnie, ofiarnie i bezinteresownie, z całego serca, bez zahamowań. Wbrew temu, co inni pomyślą:

Gdy Jezus przebywał w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, podeszła do Niego kobieta z alabastrowym flakonikiem drogiego olejku i wylała Mu olejek na głowę, gdy spoczywał przy stole. Widząc to, uczniowie oburzali się, mówiąc: «Na co takie marnotrawstwo? Przecież można było drogo to sprzedać i rozdać ubogim». Lecz Jezus zauważył to i rzekł do nich: «Czemu sprawiacie przykrość tej kobiecie? Dobry uczynek spełniła względem Mnie. Albowiem zawsze ubogich macie u siebie, lecz Mnie nie zawsze macie. Wylewając ten olejek na moje ciało, na mój pogrzeb to uczyniła. Zaprawdę, powiadam wam: Gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię, będą również opowiadać na jej pamiątkę to, co uczyniła».

Postaram się kochać bardziej, ale też odważyć się przyjmować ogrom Miłości płynący z Krzyża, który usuwa lęk i nadaje sens. I dalej dzielić się tą Miłością z innymi. Pozwolić, żeby On przemieniał moje serce i plany życiowe. Codziennie będę robić jeden krok w Jego stronę, by być bliżej i ufać.

Co Ty zrobisz ze swoim Wielkim Tygodniem?

Nie szukaj magii Świąt. Odważ się poszukać Jezusa i po prostu towarzyszyć mu w Męce.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

2 Komentarze

Add Yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *