Całkiem Inna. Katarzyna Marcinkowska

O tym, jak to jest być całkiem inną kobietą opowiedziała mi Katarzyna Marcinkowska, autorka Kalendarza Kobiety, projektu Serce kobiety, programu #jawJEGOoczach# oraz Przepisu na Miłość, ale przede wszytskim, co sama często podkreśla, szczęśliwa kobieta, żona Mariusza i mama Irusia i Stefanka. W bardzo kobiecej rozmowie zdradza w czyich oczach warto się przeglądać oraz czy na pewno nie zwariowała, zapraszając Boga do swojego życia. 

Z wykształcenia jest filozofem, a obecnie kształci się także w poradnictwie psychologicznym. Oprócz tego obala mity związane z naturalnym metodami rozpoznawania płodności oraz zajmuje się teologią ciała i nowym feminizmem.

Kasia gościła na spotkaniu Całkiem Innej w ubiegłym roku. Z nieukrywaną fascynacją opowiadała nam o połączeniu ducha z ciałem, możliwościach zrozumienia drugiego człowieka oraz tajemnicy kobiecego ciała i macierzyństwa (zarówno fizycznego i duchowego).

Wierzy w miłość na całe życie, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

W czyich oczach przegląda się Katarzyna Marcinkowska? Męża? Synów? Przyjaciółek? Czytelników bloga? Gdzie szuka akceptacji, zrozumienia i siebie samej?

Wiem na pewno w czyich oczach chcę się przeglądać, a to już całkiem dużo. To znaczy wiem, czyje spojrzenie jest najważniejsze, kto mówi mi prawdę o tym, kim jestem. Ale doceniam też inne spojrzenia, a mówiąc konkretniej – relacje i ludzi, którzy pokazują mi wiele o mnie samej. Pomagają mi pracować nad sobą, dostrzegać braki, a także dobro. Zwłaszcza niezawodni są w tym moi najbliżsi. Natomiast akceptację i głębokie zrozumienie siebie chcę odnajdywać w Boskich Oczach.

Zawsze tak było?

Nie zawsze. Od dziecka chłonęłam opinie na swój temat. Myślę zresztą, że to przydarza się nam wszystkim. Na początku to przecież inni ludzie mówią nam jacy jesteśmy i kim jesteśmy. Te pierwsze relacje mocno nas kształtują. Otrzymujemy wtedy etykietki, przezwiska, czy po prostu spojrzenia, które coś znaczą. One formują nasze myślenie o sobie. Często nas ranią. A do tego zapadają mocno w serce. Ja przyjmowałam za prawdę różne słowa, także te nieprawdziwe.

Co to zmieniło w Twoim życiu? 

Cały czas to coś zmienia. Jego spojrzenie mnie uwalnia. Leczy z kompleksów, z perfekcjonizmu, z szukania uznania u innych, z lęku, z polegania na sobie samej. A ja staję się coraz bardziej ciekawa już nie tego jaka jestem, ale jaki jest On. Moje odmienione spojrzenie pozwala mi patrzeć na Niego i się zachwycać, i pragnąć Jego obecności coraz bardziej!

Czy to naprawdę możliwe zaprosić Boga do każdej dziedziny swojego życia? Do małżeństwa też dopuszczasz Jego głos? Dzisiaj to się może wydać nieco dziwne, dla niektórych wręcz absurdalne, nienormalne.

Skoro On wszystko ogarnia swoim spojrzeniem, to jak można coś ukryć? Życie z moim mężem to wielka przygoda. Oboje staramy się, by to Bóg był pierwszy, chcemy, by On nas prowadził. Uczymy się Go słuchać i rozumieć. Mogę śmiało powiedzieć, że mam u swego boku mężczyznę, który naprawdę o tym pamięta. Na pierwszych randkach toczyliśmy teologiczne dysputy.  Dziś nadal uwielbiamy rozmawiać o Bogu i z Bogiem, choć każde z nas lubi robić to trochę inaczej. Zgłębiamy ostatnio na nowo teologię ciała Jana Pawła II i rozprawiamy o perspektywie eschatologicznej. Zupełnie inaczej patrzę na nasze małżeństwo, mając to wszystko w sercu.

W przypadku kobiecości też się to sprawdza? Jak Bóg może pomóc przeżywać kobiecość? To już dopiero jest szalone podjęcie, bo co Bóg może wiedzieć o kobietach? Czy Jego miejsce nie powinno być w Kościele na ołtarzu? 

Przecież to On ma tzw. „copyright”. Jeśli wierzę, że On to wszystko wymyślił – tę dwoistość człowieczeństwa, męskość i kobiecość, a dalej i całą naszą naturę, to gdzie znajdziemy lepsze źródło, by się dowiedzieć czegoś o kobiecości?  On daje nie tylko konkretne odpowiedzi, gdy chodzi o naszą naturę. On pomaga także nam – kobietom często zranionym, zagubionym i niepewnym w swojej kobiecości odzyskać tę „część siebie”. Mówię w cudzysłowie, bo przecież kobiecość to nie jakaś część oddzielna od nas (choć w tym zagubieniu często tak na nią patrzymy). Bóg nie skąpi swej łaski. Jestem czasem świadkiem takich cudów. On chce nas – kobiet dzielnych, świadomych swego daru, bo pragnie byśmy pełne życia – przekazywały i podtrzymywały życie dalej. Pewnie dlatego toczy się dziś tak wielka walka o kobiece serca.

A nie masz czasami dość bycia kobietą? Nie chciałabyś spokojnie stworzyć Kalendarza Kobiety. Sama pomyśl, w ciszy i skupieniu, a nie w przerwach pomiędzy budowaniem wieży z klocków, wyścigami samochodów, czy gotowaniem zupy?

Bardzo lubię być kobietą! Nawet wtedy, kiedy do końca siebie nie rozumiem. A jeśli chodzi o łączenie obowiązków i ról, to staram się w tej wielozadaniowości widzieć pozytywy. Marnuję mniej czasu, odpoczywam efektywniej, mam silniejsze motywacje, lepiej wyznaczam cele. Ale oczywiście czasem nachodzą mnie myśli – ile to mogłabym zrobić bez dzieci. Wtedy od razu zdaję sobie sprawę z tego, że byłabym naiwna, wierząc w to. Widzę w jak wielu przestrzeniach teraz, z dziećmi, jest lepiej niż było bez nich. Chyba częściej jednak myślę o tym, jak by to było, móc zająć się tylko dziećmi, nie robiąc kolejnych projektów, nie pisząc, nie przejmując się skrzynką mailową czy tym, że ktoś na coś czeka. Wtedy zwierzam się Panu i dostaję jakąś podpowiedź.

Która z biblijnych (i nie tylko) kobiet kieruje Cię w stronę działania, do inspirowania, do przekraczania siebie w imię Miłości? 

Z kobiet biblijnych – ostatnio Pryscylla, ze świętych – św. Teresa od Jezusa, św. Matka Teresa i Służebnica Boża Stanisława Leszczyńska. I oczywiście Maryja. A poza tym to codziennie niemal spotykam cudowne kobiety, które mnie inspirują i motywują!

Czy 2017 rok będzie rokiem kobiecym?

Mam taką nadzieję! Niech będzie wypełniony odkrywaniem naszego geniuszu kobiecości, a przede wszystkim tego jakie jesteśmy w Jego oczach.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *