Spragniona czegoś więcej niż wody

Jest południe, żar, dookoła pustka. Ona – bezimienna. Zraniona, wyklęta, samotna, nieszczęśliwa. Studnia i mężczyzna, który odmienia ludzkie życie. Tak wyobrażam sobie spotkanie Jezusa i Samarytanki z Ewangelii Jana.

Rozmowa przy studni

Postaci kobiety z Syhar chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Zaraz obok jawnogrzesznicy, uwolnionej od siedmiu duchów Marii z Magdali, czy zabieganej i zestresowanej Marty zajmuje pewne miejsce wśród występnych pań Nowego Testamentu . Ale na grzechu się nie kończy. Podobnie jak w przypadku wspomnianych kobiet wystarczyło jedno spotkanie, jedna rozmowa, żeby Samarytanka porzuciła swoje stare życie i zachłysnęła się siłą przebaczającej miłości Jezusa. Jedno spotkanie akurat w samo południe, dlaczego? Kierowana mieszanką wstydu i strachu kobieta wiedziała, że o tej porze nie spotka tam nikogo innego, a tym samym nie narazi się na dosadne komentarze i złośliwe opinie, których zapewne jej nie szczędzono. Niestety chyba jest nam dobrze znane to zjawisko, kiedy same z taką łatwością występujemy w roli tych sprawiedliwych, którym zupełnie naturalnie przychodzi wystawianie ocen z postępowania innych.

On nas zna

A Jezus? Jezus po prostu jest i cierpliwe czeka po to, aby uderzyć obezwładniającą i lecząca miłością. Doskonale zna wszystkie wybory, których dokonała kobieta. Wie, że w jej życiu było nie dwóch, nawet nie trzech, ale pięciu mężczyzn:

Rzekł do niej Jezus: «Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża.
Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą».

Swojej wiedzy nie wykorzystuje do tego, żeby zniszczyć, czy upokorzyć Samarytankę. On chce jej pomóc. Zrobić coś, na co nie było stać mieszkańców Syhar, skupionych wyłącznie na negowaniu jej rozwiązłości. Przytoczony fragment mówi jeszcze coś. Jezus wie. Zna nas. Żaden zakamarek naszej duszy się przed Nim nie ukryje, a kiedy pozwolimy mu do niej wejść, zrobi porządek. Bo Jezus przychodzi po to, by uzdrawiać, budować na nowo i zaspokajać nasze pragnienia.

Jezus uczy akceptacji

Czy odnajdujesz w spotkaniu przy studni Jezusową naukę akceptacji i szacunku? Kontrowersyjny temat szczególnie teraz, w obliczu tragedii dochodzących z różnych części świata. Żydzi za czasów Jezusa nie zadawali się z ludźmi z Samarii:

Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?» Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem.

Nie lubili się. Kogo dzisiaj nie lubią katolicy – uchodźców, sąsiadów, bogatszych, piękniejszych, słabych, innych, kolegów z pracy? Dla Jezusa nie ma ograniczeń, które przeszkadzałby mu widzieć w drugim człowieku miłość, szansę na przebaczenia, skrawek dobra przywalony grubą warstwą grzechu. Bogu zawsze chodzi o jedno – miłość – by ją zaofiarować i pobudzić do wzajemności. Dla niego wszystko jest miłością. Nie jest to łatwe. Czasami sprawia ból, wzbudza strach, odrzuca. Spróbuj zobaczyć to, co widzi Bóg. Czy Twoje serce pozwala, żebyś ujrzała w innych oblicze Jezusa? Być może oni też są spragnieni i potrzebują podania wody żywej, a Ty możesz to zrobić.

Ona jest taka jak ja

Wróćmy jeszcze na chwilę do Samarytanki. Dlaczego jej postać jest tak ważna dla kobiecego serca? Ponieważ w jakimś stopniu jest uosobieniem każdej z nas. Spragniona miłości, poszukuje jej tam, gdzie rządzi grzech. Gubi się. Traci nadzieję. Ma wszystko, co dzisiaj jest w cenie – urodę, niezależność, powodzenie u mężczyzn. Robi, co chce. Powinna być szczęśliwa, a mimo to z jej serca zieje przerażająca pustka. Ona potrzebuje zmiany. Pragnie. Szuka. Chce czegoś więcej. Sama nie wie, czego. Jest niespokojna. Teraz już widzisz, że to historia bardzo współczesna. Nic nowego.

Następuje przełom. Nie jest nim wizyta w spa, wakacje w ciepłych krajach, czy kolejny porywający romans. Dopiero spotkanie z Bogiem gasi jej pragnienia na zawsze. Postawa Samarytanki ukazuje, że tylko Bóg jest prawdziwym źródłem naszej siły, wartości, dobra i piękna. On przemienił jej serce. Uzdrowił ją. Ona uwierzyła, pokochała i stała się świadectwem Jego miłosierdzia. Gdyby kobieta z Sychar żyła dzisiaj, wyszłaby na ulice i głośno krzyczała, że każda z nas też tak może, wystarczy, że odważy się przyjść do Źródła, pić „wodę żywą”. Masz w sobie odwagę ją pić?
Jeżeli nie masz jej jeszcze, módl się o nią.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *